Spadkobiercy psychodelicznego skarbca: podróż w nieznane
— Alexander „Sasha” Shulgin zostawił po sobie ponad 500 związków psychoaktywnych.
nstytut kontynuujący jego dziedzictwo przeszukuje tę kolekcję w poszukiwaniu zapomnianych chemicznych perełek.
Meskalina, czyli moment zwrotny
W kwietniu 1960 roku Alexander Shulgin – biochemik pracujący dla Dow Chemicals – zażył 400 miligramów meskaliny. Zmieniło to wszystko. Zobaczył wtedy „setki niuansów kolorów”, których wcześniej nie dostrzegał. „Świat mnie zachwycił” – pisał później. „Zobaczyłem go tak, jak wtedy, gdy byłem dzieckiem. Zapomniałem o jego pięknie, magii, i tej cichej wiedzy, że ja i on stanowimy jedność.”
To doświadczenie nie było dla niego chwilową fascynacją. Było zaproszeniem – i on je przyjął. Zamiast zgłębiać chemikalia w imię zysku czy przemysłu, Shulgin zaczął substancje badać.
„Zrozumiałem, że cały wszechświat mieści się w umyśle i duchu,” – pisał.
„Możemy wybrać, by tego nie dostrzegać – ale on tam jest. W nas.
I są związki, które mogą pomóc nam do niego dotrzeć.”
Sasha i ścieżka fenetylamin
Podczas gdy wielu badaczy trzymało się z daleka od tematu psychodelików – często z powodu naukowego tabu lub strachu przed konsekwencjami – Shulgin zauważył coś, co umykało większości: grupa związków chemicznych zwanych fenetylaminami.
Meskalina, główny składnik pejotlu, była znana już od 1897 roku. Ale fenetylaminy – blisko z nią spokrewnione – wydawały się niemal nienaruszoną ziemią. I to właśnie tam Shulgin postanowił wkroczyć. W swojej książce PiHKAL: A Chemical Love Story z 1991 roku pisał, że ta pierwsza podróż „bezsprzecznie potwierdziła kierunek” jego życia.
„Znalazłem swoją ścieżkę poznania.”
Alchemik z przedmieść
W świecie psychodelicznej kontrkultury mówiono o nim z podziwem – „Sasha”. Nie był jednak typowym aktywistą ani ikoną sceny. Pracował w przydomowym laboratorium na 20-akrowym ranczu w Lafayette w Kalifornii, z dala od ośrodków akademickich i politycznych.
A jednak to właśnie on stworzył ponad 200 nowych związków psychodelicznych. Kilka z nich – jak 2C-B, znane również jako „tripstasy” – zyskało kultowy status. Sam Sasha testował każdą substancję na sobie, odbywając tysiące podróży, zanim zmarł w 2014 roku w wieku 88 lat.

Instytut, który przejął schedę
W latach 80., kiedy samo słowo „psychodelik” potrafiło zamknąć naukowcowi drzwi do kariery, Shulgin nieformalnie założył Alexander Shulgin Research Institute (ASRI). Pracował wtedy poza oficjalnymi strukturami akademickimi, w czasie, gdy nawet najbardziej otwarte uczelnie unikały tego tematu jak ognia.
Dziś instytut działa oficjalnie, wpisany do rejestru 19 kwietnia 2021 roku – w Bicycle Day, symbolicznie nawiązujący do słynnej podróży Alberta Hofmanna po zażyciu LSD. Formalności dopełniła Ann Shulgin, żona Sashy i jego wieloletnia współpracowniczka, zaledwie rok przed swoją śmiercią w 2022 roku.
Dzieło Shulgina kontynuują dziś jego dwaj dawni współpracownicy – Paul Daley i Nicholas Cozzi. Instytut nie tylko tworzy nowe psychodeliki i opatentowuje je, ale również sięga do chemicznego archiwum Sashy, by odnaleźć tam związki, które mogły zostać pominięte lub niezrozumiane w swoich czasach.
Osobista metoda badań
Shulgin miał niekonwencjonalne podejście do badań. Każdy nowy związek testował najpierw sam – zaczynał od mikrodawki, potem delikatnie ją zwiększał, obserwując efekty z tygodnia na tydzień. Dopiero gdy coś wzbudzało jego uwagę, zapraszał do testów „grupę badawczą” złożoną z przyjaciół i współpracowników.
W wywiadzie dla „The Guardian” z 2005 roku mówił wprost: „Nie ma nic nielegalnego w syntezowaniu nowych związków. Nie wiem, czy będą psychodeliczne, dopóki ich nie spróbuję. I nie ma nic nielegalnego w tym, że ich próbuję.”
Czasem podróże prowadziły go na granice nieznanego – dwukrotnie musiał sięgnąć po lek przeciwdrgawkowy, by opanować reakcje organizmu. Ale dla Shulgina wszystko to było warte ryzyka. Jak sam mówił: „To daje mi tyle przyjemności, co skomponowanie nowego obrazu albo utworu muzycznego.”
MDMA wychodzi z cienia
Jednym z najbardziej znaczących momentów w karierze Sashy było wyniesienie MDMA na światło dzienne. Choć związek ten został po raz pierwszy stworzony przez firmę Merck na początku XX wieku, przez dekady pozostał niemal niezauważony.
Shulgin zobaczył w nim coś więcej – potencjał terapeutyczny. Udostępnił substancję psychoterapeucie Leo Zeffowi, który szybko stał się jej orędownikiem. Wspólnie z chemikiem Davidem Nicholsem opisał jej działanie jako „łatwo kontrolowalny stan zmienionej świadomości z emocjonalnymi i zmysłowymi aspektami.”
Rick Doblin, założyciel organizacji MAPS, wspominał potem moment, w którym Shulgin – w obecności przedstawicieli DEA – przedstawił dane z badań nad działaniem MDMA na ludziach: „To był jeden z tych momentów, w których ktoś wchodzi do jaskini lwa i robi coś heroicznego.” Shulgin udostępnił również substancję do pierwszego badania klinicznego, które przeprowadził George Greer. Wyniki opublikowano w Journal of Psychoactive Drugs.

Od owadobójczego sukcesu do psychodelicznej rewolucji
Zanim Shulgin stał się ikoną świata psychodelików, zarobił miliony dla koncernu Dow, opracowując pierwszy na świecie biodegradowalny środek owadobójczy – Zectran. To właśnie dzięki temu osiągnięciu firma dała mu wolną rękę: mógł badać, co tylko chciał. A on wybrał meskalinę.
Zaczął od modyfikacji jej struktury, co szybko przerodziło się w niezliczone wyprawy na granice wiedzy chemicznej. Ale nie wszystko układało się harmonijnie. W 1966 roku opuścił Dow – między innymi z powodu wydarzenia, które przybrało niepokojący obrót.
DOM – jeden z psychodelicznych amfetamin, które stworzył – trafił na czarny rynek. Według chemika Hamiltona Morrisa, ostatniego dziennikarza, który z nim rozmawiał, substancję miała rozprowadzać grupa Hell’s Angels. Problem polegał na tym, że dawki były zbyt wysokie, a reakcje ludzi zbyt gwałtowne. W efekcie niektórzy kończyli w szpitalach. Shulgin nie miał z tym nic wspólnego, ale sytuacja pokazała, jak cienka jest granica między odkryciem a nadużyciem.
Chemik w służbie państwa
Po wprowadzeniu zakazu psychodelików w 1971 roku, Shulgin uzyskał rzadką licencję badawczą kategorii Schedule I, wydawaną przez amerykańską agencję ds. walki z narkotykami – DEA. Z instytucją tą łączyła go zresztą osobliwa relacja. Przez lata dostarczał DEA próbki substancji, prowadził wewnętrzne seminaria z farmakologii i współtworzył oficjalny podręcznik dla służb federalnych dotyczący substancji kontrolowanych.
Szef laboratorium DEA na zachodnim wybrzeżu… udzielił mu ślubu. A własne wesele zorganizował na trawniku Shulginów. Ale ten związek nie przetrwał długo, kiedy Sasha zaczął mówić publicznie o swojej pracy – i kiedy opublikował PiHKAL, pierwszą z dwóch książek, które na zawsze zmieniły sposób mówienia o psychodelikach.

PiHKAL i gniew agencji
Wraz z żoną Ann, która była terapeutką i duchową towarzyszką jego badań, Shulgin wydał PiHKAL: Phenethylamines I Have Known and Loved – książkę będącą zarazem opowieścią miłosną, manifestem i przewodnikiem po setkach związków psychodelicznych.
Nie była to jednak sucha monografia. Książka zawierała precyzyjne instrukcje syntezy oraz opisy doświadczeń po zażyciu każdej substancji. Dla DEA było to zbyt wiele.
„W naszej opinii te książki to w zasadzie kucharskie przepisy na produkcję nielegalnych narkotyków,” mówił rzecznik agencji w San Francisco. „Agenci donoszą, że w nielegalnych laboratoriach, które przejęli, często znajdowali ich egzemplarze.”
W 1993 roku laboratorium Shulgina zostało przeszukane przez DEA. Skonfiskowano wiele jego substancji chemicznych, a on sam otrzymał grzywnę w wysokości 25 tysięcy dolarów. Nie przestał jednak tworzyć. Wciąż syntetyzował nowe związki, testował je i zapisywał dane.
Dziedzictwo, które żyje dalej
Shulgin poświęcił resztę swojego życia badaniu i promowaniu psychodelików. Ann, jego żona i współautorka PiHKAL, przeżyła go o siedem lat.
„Kontynuujemy dziedzictwo Sashy z nadzieją, że inni również poczują się zainspirowani i stworzą nowe molekuły – zarówno z myślą o ich terapeutycznym potencjale, jak i jako narzędzia do głębszego zrozumienia świadomości. Te niezwykłe związki pokazują, kim jesteśmy jako ludzie. Odsłaniają mechanizmy działania naszych umysłów.”
Cząsteczki przyszłości
Nie wiadomo, co Sasha powiedziałby dziś o renesansie psychodelików, który przybrał formę korporacyjnych struktur, ogromnych funduszy inwestycyjnych i patentowych wyścigów. Choć nie był przeciwnikiem ochrony własności intelektualnej — sam opatentował związki Ariadne i metylon — skala obecnych działań mogłaby go zaskoczyć.
ASRI, instytut kontynuujący jego misję, syntetyzuje i dostarcza różne psychoaktywne substancje uniwersytetom oraz organizacjom badawczym. Współpracuje między innymi z czołowymi amerykańskimi uczelniami, które prowadzą badania kliniczne zatwierdzone przez FDA. Wśród tych substancji znajdują się m.in. psylocybina i DMT.
Ale to dopiero początek. Instytut stawia dziś kroki na zupełnie nowym terytorium.

Nowe pokolenie cząsteczek
Podczas konferencji MAPS w Denver w czerwcu, Nicholas Cozzi zaprezentował dwa nowe związki chemiczne opracowywane przez ASRI, które są obecnie w zaawansowanym stadium badań przedklinicznych.
„Nasz pierwszy związek, ASR-2001, to aktywator receptora 5-HT2A – silny, doustny, niehalucynogenny,” mówił podczas konferencji prasowej. „Wyróżnia się wyjątkową selektywnością wobec problematycznego receptora 5-HT2B i nie wywołuje klasycznych efektów psychodelicznych. Zamiast tego wprowadza stan jasności umysłu, bez typowej stymulacji znanej z leków takich jak Adderall czy Ritalin.”
Drugi związek, ASR-3001, działa krótko i – jak mówi Cozzi – wywołuje „wewnętrzny stan psychodeliczny, niemal całkowicie pozbawiony doznań sensorycznych.”
Chemiczny skarbiec
W świecie, w którym wiele firm biotechnologicznych ściga się dziś o odkrycie i opatentowanie „następnego wielkiego psychodeliku”, ASRI ma coś, czego nie ma nikt inny: dziedzictwo.
„To ambitne przedsięwzięcie wynika z naszej wyjątkowej historii — z głębokiego związku z legendarnym Sashą Shulginem, pionierem, który zrewolucjonizował badania nad psychodelikami,” mówi Cozzi.
Instytut przeszukuje teraz tzw. skarbiec Shulgina – ogromną, liczącą ponad 500 związków kolekcję, znacznie większą niż wcześniej sądzono. Niektóre z tych substancji są już publicznie znane, inne chronione patentami, a wiele wciąż czeka na poważne badania z użyciem współczesnych narzędzi.
„Nasza wiedza o działaniu mózgu jest dziś o wiele dokładniejsza niż wtedy,” tłumaczy Cozzi. „W czasach Shulgina znano dwa receptory serotoninowe. Dziś wiemy, że jest ich czternaście. Substancje, które kiedyś uznano za nieaktywne, mogą się okazać ukrytymi klejnotami.”

Bez względu na to, co stanie się z ASRI – czy odkryje kolejne przełomowe substancje, czy nie – jedno jest pewne: Sasha Shulgin odegrał kluczową rolę w tym, że MDMA może już wkrótce stać się legalnym lekiem terapeutycznym.
Człowiek, który dla jednych był „co najwyżej ciekawostką, a w najgorszym razie zagrożeniem,” zostaje dziś powoli zrehabilitowany przez historię.
„To ekscytujące uczucie – odkrywać coś zupełnie nieznanego,” mówił kiedyś Shulgin. „Czuję wtedy niezwykłe mrowienie, patrząc na biały proszek, który właśnie zsyntetyzowałem – wiedząc, że nigdy wcześniej nie istniał we wszechświecie. A ja będę pierwszym, który się dowie, co potrafi.”
Disclaimer:
Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i nie stanowi zachęty do spożywania substancji psychoaktywnych ani do ich nielegalnego pozyskiwania, posiadania czy syntezowania. W Polsce większość wspomnianych związków podlega regulacjom prawnym. Zachęcamy do pogłębiania wiedzy, ale z pełnym poszanowaniem prawa oraz własnego zdrowia psychicznego i fizycznego.
Żródło:
https://doubleblindmag.com/what-happens-when-you-inherit-500-psychedelic-compounds/












